Pierwszy przystanek: dom mojej menadzerki...
Zostalismy zaproszeni na lunch do mojej menadzerki Ann, na godzine 13..... bylismy na czas, co do minuty :) Poniewaz nie moglismy znalesc jej domu, zamin do niej dotarlismy zdazylismy zwiedzic miescine w ktorej mieszka, a ze duza nie jest, wiec objechalismy ja cala...hehe.. musze przyznac ze jest to bardzo ladne miasteczko, takie typowo angielskie... :)
Lunch byl doskonaly, jedzenie super : przystawka, danie glowne, deser i wino byly wysmienite. Musze powiedziec, ze pani domu sie postarala... :) Po obejrzeniu jej typowo angielskiego domu, z pelnymi brzuchami pozegnalismy sie i wyruszylismy zwiedzac.... kolejny przystanek Long Man of Willington :)